jak z tego wszystkiego tu korzystac, niczego po drodze nie gubiac? trace czas na sen.
Zaraz lece, po szronie slizgiem dolece.
Wies piekna, dymem snujaca i pieczona jagniecina, zawijam sie w spokojne pola. szrrrron.
za chwile koniec roku, najdluzszy rok w zyciu chyba, chce wiecej i bardziej w w nowym.
Nic sie nie zmienilo, listopad, deszcz, zgnily grzyb na scianie. Wrocilam.
Nigdy nie wjechalam, nigdzie nie bylam, to wszystko klamstwo i kureskie oszukanstwo.
Przyplywy sa znowu, gloniszcza jesienne pachna znajomo, slone na jezyku wspomnienie cieplych krajow.
Nowe mieszkanie, bezowa wykladzina i pisdacjowa kuchnia, jest dobrze, nora na jesien, na przeczekanei.
Na - do - nastepnego - wyjazdu.
Coz to, blog jeszcze nie sczezl samoistnie pozostawiony na zatracenie? Porzucony jak przenajswietszej pamieci Mordorunio, jak sera sezchla skorka na parapecie mej swiadomosci itp itd.
Czas na wrzut w takim razie, mimo cykady co mi sie na nodze legnie bezczelnie.
Co to za czasy ze na kempingu jest WiFi free normalnie, facet obok w namiocie chrapie jak lew dziki, jak minotaur rozjuszony, sni o wielkich pradziadow podbojach i dionizosach zeusach erosach.
Przebywam aktualnie w Goracym Kraju, dzikim kraju Kalibana schizofrenicznego, kraju co osiadl na laurach tak dawno, ze nic juz z nich nie zostalo. Proch, ruina, koza i osiol.
Oliwki na szczescie zostaly. Mariolka co ja zapoznalam w nadmorskim jednym kurorcie wszystko mi wyjasnila co do oliwek i tak, ze glupie sa bo zupy sie z nich zrobic nie da.
Dzisiejszy rozklad zajec:
5.45 cisza nocna
13.05 pierwsza pobudka, powtorka Na Wspolnej
13.30-15.45 drzemka, Na Wspolnej juz widzialam
16.00 Sniadanie, grzanki z pasztetem i serem podlaskim, prasa, wolgi mentol, kawa, trzy czekoladowe monety.
Nastepnie lezymy
17.18 internet
Moze jeszcze poleze?
Wakacje w Polsce.
Nic mi sie nie chce.
Uprzejmie prosze o przyjecie mnie do internatu na ul. Mickiewicza, m. 16A. Prosbe moja motywuje bliskoscia szkoly (Technikum Elektroniczne przy ul. Gen. Zajaczka) oraz tym, ze do zadnego innego interantu mnie nie przyjeto z powodu choroby, na ktora cierpie (ADHD)
skomentuj (7)
Myslalam, ze od nowego roku bede spac jakos normalnie. Na Micka jest fajnie wiec nie narzekam. Pale wolgi o smaku mentol cola rum, jak sie zrobi jasno to pojde do alberta po sniadanie i suche szlugi.
Z podsumowan mozna juz przejsc na noworoczne oczekiwania, raczej niz postanowienia, bo z postanowien nic nie wychodzi, jako rzecze pismo Exclusive.
Oczekuje snu i spokoju oraz zmian. Bez dramatow ale i bez nudy, dylematow bez miotania sie jak przyslowiowy szczur w przyslowiowym kiblu. Zmian nie drastycznych, zwiazkow nie toksycznych.
Tak chce i tak ma byc.
Godzina szosta czterdziesci sto milionow.
No i jest nowy.
Kac nie, smutek nie, wszystko tak.
G5, jestes krolem parkietow calego swiata.
Put your hands up!
Jest normalnie SYLWESTER.
Godzina 7:34am, najwspanialsza kuchnia, na Micka. Magdeczka juz spi a ja na razie nie, zabawa w akademik (z cudowna rowniez Malgorzatka) przeciagnela mi sie jakos do rana, robi sie jasno to moge juz cos zjesc.
Uleglam presji sylwka nie pod wzgledem ciuszkow ani maseczek ani fryzur, niestety robie podsumowanie roku. Wolalabym robic se manikur. Ale co tam.
Rok minal szybko, co roku jakos wszystko przyspiesza dziwnie i juz za chwile, juz za momencik stuknie mi trzydziecha, dobra, uleglam presji starosci, zycie jak zwykle przecieka mi przez palce, ale z kapania przeszlo w ciurkiem, a zaraz jak chlusnie to bedzie po zawodach.
Jako ze zlote lata picia mam za soba, pozostawilam je w piachu toksycznym, boje sie sylwestra i dostaje histerii na mysl o wyjedzie na Grochow, bo zimno i daleko i w zakladach optycznych pewno ciemno i nikogo nie znam i zgubie kurtke i taksiarz (jak juz sie go uda zalatwic) wywiezie mnie do lasu. Takie mam oto troski.
Oczywiscie tak na prawde jest wspaniale, jestem w Warszawie, jestem wdzieczna ze nie urodzilam sie w Stanach USA na przyklad, jest palac kultury i nauki oraz ta kuchnia na Micka, kaplica zywnosci naszej polskiej, pasztetu i ogorka i herbaty i wolgow mentol.
Oraz Magdeczki najcudowniejszej na swiecie wspolokatorki, co nawet jak dziesiec lat sie na skajpusiu nie zobaczymy to pasztet i majonez zjednocza nas znowu w akademik i nasze urzekajace narzekajace serca kobiet zatroskane podziela sie zawsze nowa troska jakas i porada na lepsze zycie.
Ogolnie w kwiecie wieku sie czuje i tak tez powinno byc w sumie, odbilam sie od dna piaszczystego, od homarow i humorow, czas na zmiany, teraz Polska, teraz ja.
Na wyspy wroce spokojna mam nadzieje i utyta znowu, a jak sie w koncu wezne to i zrobie co mam zrobic zamiast sie na drobne rozdrabniac i po Karolu Ksieciu spijac drinki. Czego Sobie i Panstwu w Nowym Roku Zycze.
Amen.
Mieszkam nad morzem. Malomiasteczkowe dramaty wciagaja w ruchome piaski alkoholowych oparow, cudownie toksyczny romans nawet na chwile nie pozwala na oddech. Dzieje sie. Caly czas na krawedzi, on the edge of emergency, piec tysiecy alkoholikow wbija zeby w klify i piach, lepiej sie Tenby nie da opisac.
Grudzien miesiacem powrotu do Polski?
Zaczela sie juz pora deszczowa chyba.
.
Moje zdjecia, tu i tam. Za darmo i bez podpisu.
.
Poza tym letnie amory wszystkim zagrzaly w glowach, wszyscy sie paruja i parza, lato mija a ja w depresji.
.
powrot.
koszmar samolotowy z ryczacymi lysymi sliniakami, upal na miejscu, londynska kawa na wiktorii z Dorka, potem duszacy gorac w megabusie, wyrastajaca z fotela przede mna afro-fryzura wydzielajaca opary produktow kosmetycznych, za oknem pola, pola upstrzone zafoliowanymi na czarno paczkami siana, jak bobki krolika giganta, owce rozplywajace sie w upale, falujace zielone pola Walii, drugi dom.
znowu sie trzeba rozpakowac, kot wylinial caly na moje lozko, ogrod zgnil i zarosl tropikalnymi krzaczorami, wszystko przekwitlo, milion stopni w cieniu.
tesknie.
Bo to bylo tak:
dwa tygodnie temu w piatek zjadlam fisza i czipsa u indohindusa w family barze, czyli w familijnym. To bylo po pracy, po paru piwach ale jeszcze przed cala noca wymiotow. Tom myslala, ze to ta ryba mnie tak. Ale, nadszedl poniedzialek a goraczka, mdlosci, stawy, kosci. Ptasia grypa. Caly tydzien. Penicylina. Wydzielina. Charki i smarki. Infekcja wszystkiego. Spalam caly poniedzialek i caly wtorek. Z przerwami na siku. Nawet mi sie jesc nie chcialo, a to oznacza zaawansowana chorobe w moim przypadku. W srode osiagnelam stan zen, po raz pierwszy w zyciu. Przebudzilam sie o godzine siedemnastej dwadziescia dwa i nagle zrozumialam wszystko. WSZYSTKO stalo sie jasne. Lezalam tak spokojnie, patrzac sie w sufit, przez dwie godziny i dwadziescia dwie minuty poczym ululana blogostanem, usnelam.
Obudzilam sie w czwartek, w poludnie, zjadlam tosta i wypilam kawe, przemyslalam objawienia stanu zen i doszlam do wniosku, ze moje maligniane wizje moga miec sens. Obalilam CZESCIOWO teorie klatwy. Oczywiscie sama jestem sobie winna wiekszosci wypadkow, szczegolnie tych milosnych. Nie wglebie sie w zbyt osobiste wyznania, w skrocie: zakochuje sie w chlopcach o pogardliwym wyrazie twarzy. W ustach wydetych grymasem wyzszosci, nie proznej litosci ale szczerej, czystej odrazy. Interpretacja objawienia moze byc rozna, zaczynajac od tego, ze jestem beznadziejna a konczac na tym ze tak samo gardze?
Tak czy inaczej juz wiem co kieruje moimi pobudkami wobec pozornie nic nie majacych wspolnego ze soba tragicznymi eks. Jak inaczej wytlumaczyc prastare fascynacje G. Gownem, Aktorem Swinopasem albo Szwedzkim Nazista, nie mowiac o paru innych. Ze nie wspomne Francuskiego Dresiarza.
Po swoitej samokrytyce poczulam katharsisiane oczyszczenie i przeczyszczenie (to po papierosie), wszystko stalo sie jasne (znowu), zrozumialam, dlaczego zakochalam sie nagle w chlopcu "CO NIE JEST W MOIM TYPIE" i dlaczego jest to a life changing experience.
.
Weekend jeszcze troche chorowalam i epifanie sie zesraly, boli mnie glowa i wszystko mnie boli, moj chlopak strzela z karabinu ku chwale ojczyzny i wszystko jest do dupy.
.
Sobota jest, wieczor. Siedze w domu chora po wczorajszych pijackich irlandzkich obchodach, albo raczej nieprzytomnych tancach do poznych godzin porannych. Z rozrywek dzisiejszych glownie telewizja, papieros w ogrodzie albo na strychu u mojego slawnego wspollokatora... A, list do ukochanego. Pisanie listow do lubego w jednostce napawa mnie dziwna mieszanka odrazy i ekstazy, za mundurem panny szczurem.
Trudno.
.
Poza nudna praca w ratuszu czasem pomagam chlopcom rockowcom - na NME music awards tour albo obklejam scene plakatami albo robie kawe gowniarskim Arktycznym Malpom. Chodze na koncerty na ktore nie kupilabym biletu, no ale co tam. Czasami sie zdarza cos lepszego niz jakies Mystery Jets z wokalem tego pana z zespolu Leszcze, w poniedzialek nienajgorszy koncert The Young Knives, w sumie nic nie robilam w koncu, wiec zadna to praca. Ale przynajmniej nie siedze sama w domu. Za czesto.
.
Zimno ciagle, w ogrodku mam zonkile a w nosie cztery gile.
.
.
Niedziela. Leze.
.
Nie zarabiam pieniedzy, bo spedzam czas.
.
O. za dwa tygodnie wyjezdza i to oczywiscie wina klatwy, galeria sie zesrala i to tez wina klatwy. Robie w kateringu, przynajmniej na marmurach. Jak czlowiek robi na marmurach i pluszach to jakos latwiej.
Kardyf nudzi z dnia na dzien, za male miasto, za malo miejsca, eventy a jakze, jednakze.
.
No, jest niedziela popoludniu, za oknem leje i wyje, O. lezy i ja leze, lezymy .
.
Bianco na sniadanie, vino.
.
Z nowym rokiem nagle zmiany.
.
Obiecuje sie odzywac, tesknie przeciez, obiecuje przyjechac i w ogole.
.
To prawda, ze pisze tylko jak mi zle... Pisze wiec troche wbrew sobie, bo klatwa odpuscila na chwile, mam prace, na razie stazuje co jest dosc slabe bo bezplatne, ale to nie wazne, bo w perpektywie wiecej eventow i rautow w nowej galerii, Tony Blair jest potwornie chudy, no i musze nosic garnitur... Ale co tam, jest niezle.
.
Poza tym romans, fajerwerk, mieta i iskra, wszystko na raz i wszystko w jednym chlopcu, O. oczywiscie zgodnie z moja klatwa za miesiac przeprowadza sie do Londynu aby jako atrakcja turystyczna wygrywac dostojne melodie dla osobistej przyjemnosci Jej Krolewskiej Wysokosci.
.
Nich ktos napisze do mnie maila, obiecuje od teraz odpisywac.
.
Wyobraz to sobie, ide ciemnym, mokrym miastem, w powietrzu czuc kebabem i ryba z rzeki, na jezyku czuc proch, od fajerwerku tak gesto w mokrym powietrzu, ze na jezyku zostaje.
Deszcz nie pada, tylko ta mgla i ten proch i ten kebab.
.
Rzeka kipi, wystepuje z brzegow prawie, ja na moscie juz zaczynam kipiec.
Ze smutku i zlosci jakiejs i z czegos jeszcze, ale nie wiem z czego.
Kaluza z lisciami wlewa sie do buta.
.
Jest jesien od roku, tu zawsze jest jesien. Co sklania tylko i wylacznie do uzalania sie nad soba, co czynie z prawdziwa przyjemnoscia.
.
I tak ide, jest polnoc, mysle, po co ja ide do tego domu? Po co ja ide przez to miasto sama, jest polnoc, jest fajerwerk, jest mgla.
.
Biegna prosto na mnie dziewczynki w minioweczkach, z czerwonymi smokami na policzkach, pijaniutkie, rechocza, biegna, potykaja sie.
Za nimi chlopcy w czarnych koszulkach, sami piekni chlopcy z Nowej Zelandii, flagi, puszki z piwem, fajerwerk, kaluze.
.
I ja sune miedzy nimi, w tlumie z daleka slychac juz dzikiego Ninjah - wali w kubly na smieci, dzien i noc, dzisiaj ubrany zlota tiare i ruski mundur.
Obok niedaleko, z zaprzegnietym w psy rozmaitej rasy wozkiem sklepowym, dziad wariat rzuca w gore papierki, snowing, krzyczy, motherfuckers have some snow.
Robi mi sie jakos razniej, bo mysle, to moje drugie miasto, nie jest zle wcale.
.
Jesienna szaruga, listopadowa slota to moja ulubiona pora roku.
November is a state of mind.
.
Tlum rzednie, z naprzeciwka idzie piekny nowozelandzki chlopiec.
A ja wzdycham i mysle, szkoda, ze niski.
Bo jestem glupia i wmowilam sobie, ze dupa blisko serca czy costam.
.
Chlopiec mowi Hi, co robisz dzis wieczorem? Nie wiem czemu nie ide dalej, w sumie co mam robic w domu, a listopadowa noc taka piekna.
Chlopiec mowi, to moi friends, idziemy na drinks, wanna come too?
Ja ze fk off, ale z usmiechem w sumie, ja ze nie zaczepiaj dziewczyn w obcym miescie.
On ze sorry, jak nie to nie, ja ze moze mnie odprowadzic do domu.
.
I tak idziemy po lisciach, w deszczu a ja ciagle fk off chlopaku, za niski jestes dla mnie.
Pod domem juz nagle, ok, mowie, let's go for a drink. Bo jest nieglupi i ma ladne zeby. And he makes me laugh.
Coz you make me laugh, mowie, you make me laugh more, mowi Justin.
Co to za imie, Justin, it's not a real name, co nie? Sie smieje, glupi.
.
Lazimy, leje, gadamy bzdury, pijemy tekile i wodke z redbulem, gadamy w parku, gadamy na lawce, gadamy na moscie, gadamy nad rzeka, w koncu jest 4am i trzeba sie uspokoic.
.
Uspokajam sie dopiero po herbacie, jak juz poszedl w ten deszcz, november rain, co nie.
.
Zimno mi.
.
Bo
wszystko znowu strzeli, za jakis tydzien, moze dwa pojade do Londynu i sie okaze, ze debil albo co gorsza nudziarz albo ze wraca do Nowej Zelandii za tydzien.
.
Klatwa czuwa, nic z tego nie bedzie, ale na razie udaje, ze o tym nie wiem.
.
i tak oto minal rok.
.
oczywiscie nic nie osiagnelam wybitnego przeprowadzajac sie do krainy deszczowcow. serce zlamane, zycie przegrane. no, nic sie nie zmienia, gdziekolwiek nie pojade. to wszyscy wiemy przeciez. nie chce mi sie robic jakiegos szczegolnego podsumowania. generalnie nadal wszystko tak samo tylko w innym kraju.
kot jest rudy, na imie ma Colin. nie jest moj, ja mam juz kota co mnie teraz nienawidzi pewno.
.
.
po chuj tu pisze to nie wiem.
.
brak czasu nie przeklada sie na doplyw gotowki, a ze plus i minus rowna sie minus (przyjaciel twojego wroga to twoj wrog - jak tlumaczyl 10 lat temu korepetytor matematyk) i ze klatwa nadal dziala to wszystko jest do dupy i chlopak mnie rzucil oczywiscie, bo jak ktos ma commitment issues to mu nigdy nie przejdzie. Wiadomo, jestem za dobra, staram sie, gotuje obiady, glupia, glupia matka polka.
Wszyscy razem : A NIE MOWILEM?
.
Na pocieszenie dostane z przytulka malego Collina, wczoraj pani z osrodka adopcyjnego ogladala dom, nie chciala herbaty, powiedziala ze sie kwalifikuje i wszystko bedzie dobrze. W tym tygodniu jedziemy ogladac nowy narybek, nie wiem, czy brac rudego czy czarnego, zobacze ktory ma najwredniejszy ryj, bo wiadomo, ze takiego nikt nie wezmie a ja se go wytrenuje na agresora i bedzie mne kochal, szanowal i bronil.
.
.
Walijskie powietrze wdycham ustami, wypuszczam nosem.
Zawodowo spelniam marzenia alkoholikow nalewajac spienione odmenty lokalnych piw do brudnawych szklanek. Na pol etatu wysluchuje opowiesci o sercach zlamanych, meczach przegranych, pieniadzach przepitych, wrogach zabitych.
Na drugie pol tlumacze instrukcje obslugi odkurzaczy na jezyk ojczyzniany.
Na trzecie pol- administruje program do nauki angielskiego dla dzieci z krajow trzeciego swiata.
Na czwarte- gotuje obiady, uprawiam ogrodek, ogladam Buffy, Lost - najnowszy hit i Next Top Model.
Na jutro pieke ciasto.
Na sobote kupuje prezent slubny i nie wiem co wybrac, bo zostaly same produkty z dupy.
Nie mam czasu, nie mam czasu.
.
Prosze bardzo, nie narzekam, jest cudownie, rodzice karmia mnie cymesami, ukochany dzwoni dwa razy dziennie, a piekny wspolczesny samuraj Akira przekonal mnie do porownywania calego zycia do jednej doby, jakkolwiek z dupy by to brzmialo, ma jednak sens. A przede wszystkim optymistycznie nastraja nie tylko do przyszlosci. No bo jesli teoretycznie w moim zyciu jest w tej chwili 8:30 rano to ja jeszcze nie wstalam, caly dzien przede mna i kawa szlug i dopiero kolo poludnia sie rozkrece.
.
Pojutrze bede tam, gdzie chce byc w tej chwili bardziej jednak. I niech mnie juz nikt nie pyta czy zostane tam na zawsze albo kiedy wroce. Mam nadzieje, ze nigdy nigdzie nie zostane na zawsze.
.
Poza tym samuraj nie mowi nigdy TAK ani NIE i zawsze zachowuje dobra twarz. Czego sobie i panstwu zycze.
.
Amen.
.
Zamknieta NA KLUCZ caly dzien zoliborski i goracy spedzilam na skupianiu sie na negatywach i ciemnych stronach polskich wakacji, bo tak jest najlatwiej a uzalanie sie nad sama soba jest ostatnio w modzie. PODOBNO.
.
Z przemyslen cytuje:
.
Nie podoba mi sie, z pewnymi wyjatkami, nowe towarzystwo moich znajomych. Nie podoba mi sie brak starego towarzystwa, wspolnych obiadow, spacerow do parku, spontanicznych najebek, domowek, brak rowerow i ogolny brak rozrywek miejskich.
Rozumiem, ze wszystko sie zmienia, dorastamy, powazniejemy, pragniemy nowych wrazen i nowej publicznosci, niektorzy moze bardziej niz ja. No i dobra, nie mam pretensji, nudna jestem i tyle.
.
Zle mi dzisiaj, smutno i zle, nie moge sie doczekac powrotu na wyspy, dlaczego jak jestem TU to tesknie za TAM i na odwrot?
.
Samotne siedzenie w pustym mieszkaniu nie robi dobrze na glowe, szczegolnie ze nikomu nie jest po drodze na ten pieprzony zoliborz a moze nikomu nie jest po drodze do mnie.
.
Byłam w Cieszynie.
.
Miasto-lodówka, na każdym rogu knajpa, a w każdej knajpie smażony ser, polski, nasz, bo po czeskiej stronie panują jeszcze lata osiemdziesiąte i jest brak jedzenia.
Cieszynska Wenecja, pies Hitler, Brackie piwo zimne i cierpkie za cale 2,60pln, ciasto anielskie w cafe muzeum i mexicana prosto z grilla nadolzianskiego.
.
Ach.
.
Mogłam zostać dłużej, siedzę już trzy dni w rozgrzanym mieszkaniu a czas przecieka mi przez palce gęstym ciurkiem.
.
Byłam w Cieszynie.
.
Tak, wiem, ciągle narzekam, jestem płytka, nie rozumiem wybitnego filmu, nie zachwycam się ludycznością brutalistycznego przekazu, estetycznie nie dojrzałam do filmoznawstwa, nie mówię, że tylko ja jedyna nie zobaczyłam głębi w piździe, nawet poszerzanej bejsbolem.
Nie interesuję się również kąpielami w gongu ani tajskimi gejami zamienionymi w tygrysa.
Oprócz dzieł o szatanie, rzygach i ogólnożyciowej tragedii, festiwal w cieszynie zaproponował na odtrutkę hinduską popową ekstazę, tu już nagle nikomu brak głębi nie przeszkadzał, wszyscy haha hihi poszli potańczyć w rytm hitów z lat siedemdziesiątych.
.
W dupie mam pretensjonalnych młodzieńców z lokami z jednej strony krócej i z brodą do pasa, zamyśloną, uduchowioną młodzież z karnetami "gość festiwalu" noszonymi dumnie na piersi nawet podczas snu.
.
Tak, marudzę, narzekam, nie studiuję na wydziale stosowanej filozofii społecznej i psychologii bibliotekarstwa filmoznawczego, olewam jakie studia kto skończył, jestem prostaczka, gram w gry komputerowe i niezdrowo się odżywiam.
Jade metrem na przyklad dzisiaj na Służew i wszedzie, z każdej strony atakują mnie te wszystkie asie basie kasie zosie, atakują mnie wizualnie, uwaga, drzwi sie otwierają, ze świstem obojczyki kościste przecinają powietrze, kostuchowate ramionka wymachują, klekot kości wypełnia cały wagon, zapadnięte poliki, wklęsłe klatki piersiowe, a w kącie skulona ja, czuczło z ciażą spożywczą, ojcem hindus chinczyk i turek kardyfijski, po 10 funtów od łebka za upojną noc smaków i zapachów z innego kontynentu.
Tam, na wyspie, pośrod usmiechniętych tonowych kaszalotow w miniówach kwitnę, błyszczę, dumnie obnoszę kształtną figurę, zaokraglenia sa w cenie, każdy sie obejrzy za moim C, ociężałe brytyjki cieżkie fortuny wydają na implanty, tam jestem miss turnusu, tu czuczłem, borciuchem i workiem z sadłem, wszystkie moje koleżanki jak gwiazdy filmowe, pieknie ubrane, ja mam wszystko za ciasne, za czarne, nie lubie lata bo brzuch mi wystaje. Ide jesc warzywa.
.
.
.
nienawidze sie pakowac.
.
na szesc tygodni. do Polski. Jakies darmowe rozrywki bedzie trzeba wymyslac.
.
no jutro juz!.
Klatwa dziala.
.
Zamiast na kornwalijskim sianie spoczelam ostatnio na szpitalnej kozetce. Dupa z wyjazdu, walnelam za duzo paracetamolu z kodeinka i S. zabral mnie na romantyczna przejazdzke karetka, po walijsku AMBIWLANS, a nastepnie upojna noc w jednym z apartamentow za zaslonka w lokalnym E.R.
.
Ale to bylo we wtorek, w czwartek juz doszlam do siebie, na jeden dzien pojechalismy na wies do kolegi, a teraz juz sobota, a jutro mialo byc mega garden party ale leje deszcz.
.
Za tydzien i jeden dzien o tej porze bede juz.
.